wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 3 „Ja ciebie też”


Marzyłam tylko o długiej kąpieli. Mieliśmy pokoje obok siebie. Były pięknie urządzone.  Po zjedzeniu dostarczonej kolacji i wykąpaniu się zasnęłam. Było cicho i przyjemnie jednak czegoś brakowało.  Czegoś a może kogoś?
(narracja 3 osobowa)
Było dość późno.  Lucy miała kłaść się już spać, gdy nagle usłyszała jakiś hałas dobiegający zza drzwi. Intuicyjnie zabrała ze sobą saszetkę z kluczami. Uchyliła lekko drzwi. Rozejrzała się i uznała ,że jest bezpiecznie. –Może mi się zdawało? –szepnęła. Odwróciła głowę w stronę swojego pokoju. Gdy już miała wchodzić, ktoś od tyłu przyłożył do jej twarzy chusteczkę nasączoną środkiem nasennym. Zdążyła tylko pisnąć. Zapadła  w głęboki sen.
(Narracja: Natsu)
-ciekawe co porabia Lucy. –powiedział Happy.
-Hmm o tej porze zapewne już śpi. –uśmiechnąłem się do przyjaciela. Jednak coś mie niepokoiło. Usłyszałem otwierające się drzwi. Może ktoś z służby się krząta? Nie ważne…  Jednak nagle usłyszałem pisk. –Lucy! – wybiegłem na hol. Drzwi do jej pokoju były uchylone, a jej klucze leżały na podłodze. –Natsu, nie ma Lucy! –krzyknął Happy. –Nie ma czasu do stracenia. Idę po nią! Powiedz panu Parcks’owi ,że porwano Lucy.
-Aye! –odpowiedział mi smutny Happy. Zapłacą mi za porwanie Lucy. MOJEJ Lucy. Dlaczego pierwszy raz w życiu aż tak mi na kimś zależy? Wiem, że muszę ją znaleźć!
(Narracja 3 osobowa)
Lucy ocknęła się w jakiejś ciemnej komnacie. Było strasznie zimno. Miała związane ręce i zasłonięte oczy. –Gdzie ja jestem… szepnęła budząc się powoli. Usłyszała czyjeś kroki.  Nagle zdjęto jej przepaskę z oczu.
–Witaj Lucy Heartfilio. – odezwał się nieznany jej męski głos.  –Skąd wiesz jak się nazywam?!
-Jak miałbym nie wiedzieć. Jesteś córką jednego z najbogatszych biznesmenów w Fiore. Jak niby nie mam cię znać?
-Wypuść mnie! –krzyknęła próbując się rozwiązać z ciasnych węzłów.
-Nie wierć się tak, to na nic.- szyderczo się uśmiechnął.W każdej chwili możemy wziąć za ciebie okup i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu jeszcze sprzedając ten pierścień.
-Kim ty w ogóle jesteś, co?
-Ja? Jeśli  zdradzę ci teraz nie będzie zabawy. Może by tak się trochę z tobą podroczyć? –w tej chwili wyjął długi bat. Lucy otworzyła szeroko oczy do których napłynęły łzy.
-Boisz się? Przecież będzie zabawnie. – szeroko się uśmiechnął i zaczął uderzać dziewczynę.
 –Przestań!- powiedziała zwijając się z bólu.
-Kto pozwolił ci się odzywać? Pozwolę tylko na wrzask. – Z jej ran lała się krew. Policzki miała mokre od łez, a ręce i stopy sine od zimna. W tym czasie podszedł do niej mężczyzna i wyszeptał do jej ucha:
-Nazywam się Anders. Trochę ze sobą pobędziemy więc zacznij się przyzwyczajać.
W tym czasie biegł do niej wściekły Natsu. 
–Czuję coraz bardziej jej zapach! Jest nie daleko! Lucy! Oby nic ci się nie stało. -Dziewczyna była tak obolała, że nie miała siły by się ruszać. Było jej tak słabo.  Nie mogła teraz zasnąć. Bała się.
*
Nagle usłyszała huk. Otworzyła szeroko oczy.  To był Salamander. Nigdy nie widziała go tak poważnego jak teraz. Widząc ledwie żywą Lucy bez zastanowienia ruszył z pięściami na Andersa.
-Co jej zrobiłeś?! –krzyknął Natsu.
-Trochę nam się nudziło więc postanowiliśmy się zabawić. –Odparł wyjmując miecz, z którego biło ciemne światło. – To koniec. Nie masz szans przeciwko mnie!  Po kilku ciosach zadanych przez Andersa Natsu upadł na Ziemię. –Już się zmęczyłeś? Ciekawe.
 –Nie przejmuję się takimi rzeczami jak zmęczenie gdy ktoś krzywdzi osobę którą kocham. –Na te słowa do oczu Lucy napłynęły łzy. Uśmiechnęła się mimo bólu.  Nie czuła już zimna. Wydawało jej się ,że czas stoi w miejscu. Powoli zamykały jej się oczy.  Po kilku ciosach Anders padł martwy na ziemię.
-LUCY! –krzyknął salamander. Delikatnie przepalił sznur, którym związane były jej ręce.  Przytulił ją do siebie. Z oczu spłynęła mu łza.
-Lucy! Wybacz mi, gdybym był wcześniej…
-Ja ciebie też.- Uśmiechnęła się dziewczyna gładząc  go po różowych włosach. Patrzył na jej czekoladowe oczy zalane łzami. Po chwili dziewczyna przyłożyła swoje usta do jego i utknęli w głębokim pocałunku. –Też cię kocham –powiedziała nie odrywając on niego wzroku. Wziął ją na ręce.  Chciała coś powiedzieć ale poczuła duży ból w okolicy brzucha. Nagle zemdlała w jego ramionach.
-Lucy! Obudź się! Nie możesz teraz zasnąć! Cholera! –pobiegł do najbliższego szpitala. Tam przeniesiono ją na oddział ratunkowy.
                                                                             *
–Pan Natsu? –zwrócił się do niego lekarz.
-Tak! Co z nią?!
-Musimy operować. Dostała dużo obrażeń wewnętrznych co doprowadziło do wylewu krwi w organizmie.
-Ale nic jej nie będzie?! –odparł zaniepokojony chłopak.
-Proszę być dobrej myśli. Magowie zazwyczaj są bardziej wytrzymali niż zwykli ludzie. Może się pan z nią zobaczyć.
-Dziękuję! –Pobiegł do sali, w której leżała. Chyba spała. Podszedł do niej.
-N-Natsu? –otworzyła lekko oczy.
-Już jestem przy tobie. Nic złego więcej ci się nie stanie! Obiecuję!- nagle wybuchnął płaczem.
-Już dobrze. Hej… przecież nic mi nie jest.
-Będą cię operować. –powiedział ocierając łzy.
-Ah tak…  wracaj do gildii. Powiedz im, że nic się nie stało, żeby się nie martwili.
-Jak nic się nie stało?! Jesteś w szpitalu! Poza tym nie zostawię cię! Obiecałem. – uśmiechnęła się tylko i zasnęła.
-Musimy szykować się do operacji. –powiedział lekarz ,który właśnie wszedł. –Niech się pan nie zamartwia. Będzie dobrze.
 Lucy zabrano na operację. Strasznie się martwił. Co jeśli coś pójdzie źle?
Czekał tak długo. Ile to może trwać?! Po kilku godzinach czekania wyszedł do niego lekarz. Natsu podniósł się.
-I jak? Czy wszystko dobrze?!
-Operacja przebiegła bez komplikacji. -Powiedział lekarz zdejmując rękawiczki z dłoni. Zauważył duże wory pod oczami u chłopaka. 
-Jest pan wyczerpany. Proszę iść do domu. Pani Lucy i tak jest pod wpływem narkozy.
-Nie mogę. Muszę tu być.
-Ahhh… w takim razie Pani Lucy leży w sali nr 72. Może pan się z nią spotkać. Po tych słowach Salamander bez zastanowienia wbiegł po schodach, które prowadziły do korytarza, w którym znajdował się pokój Lucy.
-Ohayo. –wyszeptała.
-To ty nie śpisz? – zapytał.
-No chyba nie… boli mnie brzuch… -zaczęła wskazywać na zszytą bliznę po operacji.
-Trochę pocierpieć musisz.- złapał ją za rękę i delikatnie zaciągnął się jej zapachem (HAH wymyśliłam nową używkę xD … dobra, dobra T.T nie psuję nastroju)
-Nie długo wrócimy do domu, prawda?
-Tak. Jeśli nic nie będzie się działo jutro pojedziemy do domu.- odparł różowo włosy całując ją w czoło.  Dziewczyna lekko się zarumieniła i zasnęła. –Dobranoc, Lucy. –szepnął i wyczerpany zasnął na krześle nie puszczając jej ręki.
_____________________________________________________________-
Ohayo! To już 3 rozdział! I znowu Wow!  Daję radę ;DD mam mnóstwo pomysłów na dalszy ciąg. Pamiętajcie o zostawieniu dla mnie komentarzy !!! Bardzo chciałabym się dowiedzieć co o mnie myślicie O.o . Z góry przepraszam z wszystkie błędy, powtórzenia itp… (było ich sporo… nie zasługuję na to 4 z polaka ;-;). Zachęcam do dalszej lektury!  Niedługo dodam nowy wpis. Arigato ~



2 komentarze:

  1. Nie jest tak źle ja dopiero zaczynam swojego bloga pisać i mam już 2 rozdziały w pogotowiu na razie mam notkę tylko xd

    OdpowiedzUsuń
  2. ja zresztą też, ale pisze nie tylko o fairy tail, ale o innych bajkach na początku może wam wszystkim się nie spodobać, ale ja chyba też zacznę pisać takie opowiadania na pewno troszkkę inne niż twoje ale i tak super pisz dalej ;)

    OdpowiedzUsuń