środa, 16 lipca 2014

Rozdział 6 "Czemu nie przyszliście wcześniej? "

Miałam wrażenie ,że ostatnio dzieje się za dużo na raz. Miałam ochotę na kilka dni wolnego od wszelkich obowiązków. Ale chyba niepotrzebnie się zamartwiałam. przecież nikt mnie do niczego nie zmuszał. Jednak czułam ,że brnę w to dalej i dalej.
 
                                                                            *

Kolejny poranek. Jednak ten nie przywitał mnie ciepłymi promieniami letniego słońca. Było ciemno, ponuro, za oknem padał deszcz. Dało się słyszeć ciche kapanie, które tylko zachęcało do dalszego spania. Pod kołdrą było ciepło i wygodnie, a obok mnie spał smacznie Natsu, który co jakiś czas pomrukiwał coś przez sen dzięki czemu wydawał się jeszcze bardziej słodki niż zwykle. Delikatnie się przeciągnęłam. Nie mogłam już zasnąć, mimo ,że pogoda była do tego idealna. Po cichu wyszłam z łóżka starając się nie budzić Salamandra. Zabrałam się za zaparzanie herbaty. Po chwili jednak do kuchni przywlókł się zaspany Natsu.
-Obudziłam cię? 
-Nie... po prostu nie mogę już spać.-powiedział obejmując mnie od tyłu w talii.
-Chcesz herbaty? -spytałam odwracając się w jego stronę.
-Yhym -cicho przytaknął.
-A dla mnie już nie można zrobić?! -zapytał nagle Happy, który wleciał przez okno.
-Happy! Gdzieś ty się podziewał? -spytał zaskoczony Natsu.
-Później ci opowiem.
-Idź się wytrzeć. Jesteś cały mokry.-wskazałam kotu na ręcznik, który był zawieszony na drzwiach łazienki. 
-Aye sir! -zawołał Exceed po czym pofrunął w stronę toalety.

                                                                                   *

Poszłam się umyć i ubrałam codzienne ubrania. Zapowiadał się nudny dzień bez niespodzianek. Chyba powinnam się cieszyć. W końcu na takim mi zależało. Potrzebowałam jednego, leniwego dnia z Natsu.
Miałam ochotę leżeć i gapić się w sufit. Do południa nic nie robiliśmy. W końcu się wypogodziło. Na zewnątrz było ponuro i duszno. Przebijające się przez chmury promienie słońca zachęcały do wyjścia.
-Natsu -zaczęłam.
-Tak?
-Idziemy do gildii? Mam ochotę się spotkać ze wszystkimi.
-Jasne! -odpowiedział mi leniwie się przeciągając. Sama nie wiem czemu chciałam wyjść. Tak się upierałam by zostać w domu. Po chwili byliśmy już w drodze. Można było jeszcze natrafić na pozostałe po ulewie kałuże. Ludzie zaczęli wychodzić z domów, a dzieci bawić się na dworze. Miało się wrażenie, że wszystko budzi się do życia. Tylko my, zaspani leniwie podążaliśmy w stronę gildii. Niewiele przed nią można było usłyszeć gwar i hałas. Fairy Tail jak zwykle tętniło życie. Zupełnie jakby nikt nie zauważył ponurej pogody jaka niedawno jeszcze panowała. Każdy zajmował się tym co zwykle. Widocznie i tutaj nie miało się nic wydarzyć. Miałam wrażenie ,że dopiero my zakłóciliśmy panujący tu spokój. 
-Oh, Witajcie gołąbeczki! Strasznie późno jak na was. Czemu nie przyszliście wcześniej? -zawołała do nas roześmiana Cana zwracając całą uwagę gildii na nas.
-Ah, tak. To moja wina, nie miałam ochoty nigdzie się ruszać. -odpowiedziałam łapiąc Natsu za rękę.
-Rzeczywiście, straszny z ciebie leniuch.-Zaśmiał się Salamander. Zrobiłam naburmuszoną minę i tylko wymruczałam ciche -nieprawda... -po czym ścisnął mocniej moją dłoń.
-Oj nie wściekaj się tak. -z jego twarzy nie schodził uśmiech. Czasem miałam wrażenie, że specjalnie mnie denerwuje, byle tylko ironicznie się zaśmiać. Mimo to nigdy się nie gniewałam na tego idiotę.  
-Dobra już, dobra... -odpowiedziałam wzdychając. Rozejrzałam się po gildii. Chciałam spotkać się z Levy, lecz jej nie było. Trudno, może jest gdzieś z Gajeel'em. Jednak moją uwagę przykuł mistrz, który poważnym wzrokiem patrzył z daleka na roześmianego Natsu. Ciekawe co chodziło mu po głowie.

                                                                            *
(Narracja : 3.os)

Lucy wiedziała ,że Natsu będzie w coś zamieszany. Martwiła się tylko w co i na jak długo. Na razie starała się o tym nie myśleć.Puściła rękę Natsu i bez słowa udała się w stronę baru. Mistrz wreszcie podszedł do chłopaka.
-Musimy porozmawiać.- zwrócił się do niego. Natsu tylko przytaknął, po czym udali się do gabinetu.

__________________________________
Ohayo! Witam w 6 rozdziale opowiadania. Przepraszam ,że krótszy niż zwykle ale wolę ,żeby akcja rozwinęła się w następnym rozdziale. Zachęcam do dalszego czytania<3 ~

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 5 ''Dbaj o nią''

Lucy mimo wcześniejszego koszmaru mogła znowu spokojnie zasnąć. Był przy niej Natsu. Biło od niego takie ciepło… znowu czuła się bezpiecznie. Chciała jak najszybciej wrócić z nim do domu.

                                                                          *

W końcu dojechali na miejsce. Mimo przedłużenia się podróży byli przed godz. 17:00. Chcieli jak najszybciej odwiedzić przyjaciół w gildii. Po drodze musieli wstąpić do domu Lucy, by odłożyć bagaże. Ucieszyła się na widok swojego czystego pokoju. Mogła w końcu odetchnąć z ulgą.
-ok! Możemy już iść. -powiedział Natsu odkładając bagaż. Było gorąco. Co jakiś czas powiewał wiatr, który przynosił ulgę od odczuwalnego gorąca. Dziewczyna zmarszczyła lekko brwi, a na jej policzkach pojawiły się rumieńce.
-Dobrze się czujesz? -Zapytał chłopak ,który zauważył niepokojące znaki na twarzy blond włosej.
-Może zostaniemy dzisiaj w domu? -spytał zaniepokojony Happy.
-Nie... tylko trochę zakręciło mi się w głowie. Nic mi nie jest. -Powiedziała Lucy ocierając czoło.
-Pamiętasz? Lekarz zabronił ci się przemęczać. -odpowiedział Salamander po czym wziął dziewczynę na ręce.
-H-hej! Natsu co ty robisz?! -spytała zaskoczona Lucy. -Postaw mnie na ziemię! -odpowiedziała zaczerwieniona dziewczyna.
-Tak, tak. -odpowiedział Natsu nie wypuszczając dziewczyny z rąk. - A teraz idziemy do gildii!

                                                                         *

Fairy Tail jak zwykle tętniło życiem. Panował tu gwar i hałas. Przerwał je jednak dźwięk otwierających się drzwi gildii.
-Cześć wam! -wykrzyczał Salamander stawiając dziewczynę na nogi. -Natsu! Lucy! -podbiegli do nich Wendy, Gray, Erza , Juvia i cała reszta gildii.
-czy wszystko dobrze? Podobno leżałaś w szpitalu. -spytała blond włosą zaniepokojona Levy.
-rzeczywiście było ze mną kiepsko, ale już jest dobrze. Nie musisz się martwić. -odpowiedziała Lucy.

                                                                        *
                                                            (narracja: Lucy)

Natsu był oblegany przez chłopaków z gildii, ja natomiast siedziałam z dziewczynami i opowiadałam o misji. Co jakiś czas kątem oka spoglądałam na roześmianego Salamandra. Miałam wrażenie ,że i on na mnie patrzy. W końcu po długich i nudnych rozmowach mogłam być sam na sam z różowo włosym. Posłaliśmy sobie szerokie uśmiechy. Chłopak chciał coś powiedzieć ale przerwało to głośne - COOOO?! -to była Erza. Nie wiedzieliśmy o co chodzi do puki nie zobaczyliśmy grupki ludzi obok Happiego. Podbiegli do nas. -Od kiedy jesteście razem?! -Zapytała zaskoczona Levy. -ŻE CO? Ale... skąd wy... wiecie? -zapytaliśmy cali zalani rumieńcem. -Happy! -wykrzyknął zdenerwowany Natsu. -Oni się luuuuuubią. -wymruczał zadowolony kot. Do Natsu podeszła Erza. Chwyciła go za ramię i szepnęła -dbaj o nią. -Chłopakowi otworzyły się szerzej oczy i tylko przytaknął. -Wiedziałam ,że będziecie razem! -rzuciła się na mnie Levy.
-Tylko dla czego wcześniej mi nie powiedziałaś?!
-No bo... nie chciałam od razu wszystkim mówić. -poczerwieniałam odpowiadając.
-No dobra, dobra...nie musisz się tłumaczyć. Jak by coś się działo przychodź do mnie! -odpowiedziała Levy szeroko się uśmiechając.
-Tak, tak. -przytaknęłam. Spojrzałam na roześmianą gildię. Było tak głośno.Za głośno. Obraz stawał się nie wyraźny. Zrobiło mi się słabo. Nie wiedziałam co się dzieje. Zemdlałam. Spodziewałam się twardego upadku, mimo to ujrzałam kosmyki różowych włosów. Upadłam w ramiona Natsu. Zrobiło się ciemno. Słyszałam tylko jak krzyczał moje imię.
-Lucy! Lucy ocknij się! -krzyczał Salamander, lecz ja nie miałam siły nawet odpowiedzieć.

                                                                       *
                                                           
Obudziły mnie promienie słońca padające przez okno sali szpitalnej gildii. Obok mnie siedział Natsu, który trzymał mnie za rękę. Patrzył na mnie swoim łagodnym wzrokiem.
-Wyspałaś się? -czule zapytał.
-Nie wiem... -powiedziałam przecierając oczy -ile ja tu leżę?
-Cały wieczór i noc.
-co?! Czemu nie jesteś w domu.
-nie zostawię cię. Pamiętasz? -powiedział gładząc moją dłoń.
-Muszę iść do domu... mam do zapłacenia czynsz i w ogóle. Nie chcę być problemem. -Chciałam się podnieść. Ledwo mogłam się ruszać. Czułam jak coś ciągnie moje ciało w dół.
-Prześpij się jeszcze. Jesteś osłabiona.-odpowiedział głaszcząc moje włosy. Nie wiem kiedy oczy same mi się zamknęły. Nie miałam na nic siły. Zasnęłam. Natsu nie puszczał mojej dłoni. Nigdy nie przypuszczałam, że może być taki opiekuńczy. Uwielbiałam przy nim przebywać. Jednak nie chciałam być dla niego ciężarem. Wiem, że nie będę nigdy tak silna jak Erza czy Gray ale staram się być silna tak jak mogę. Daję z siebe wszystko, dla niego. Po godzinie snu obudziłam .się. Czułam się o niebo lepiej. Natsu miał rację. Musiałam odpocząć. -Ohayo Lucy! - powiedział ziewający Salamander.
-Ohayo. Czuję się lepiej.
-Mówiłem, że tak będzie.
-Możemy już iść? -Powiedziałam wstając z łóżka.
-Już chyba tak. -Uśmiechnął się szeroko Natsu. Nie zdążyłam zejść ze schodów, a już otoczyła mnie gromada przyjaciół. Pytali mnie o samopoczucie i zdrowie. W końcu udało nam się przemknąć do drzwi gildi. Pożegnaliśmy się i wyszliśmy. Droga minęła nam szybko. Gdy weszłam do domu czekała na mnie właścicielka mieszkania. Wiadome było po co przyszła. Popatrzyła na mnie i zapytała -mam przyjść znowu za 2 dni? -lekko się uśmiechnęłam i z dumą wręczyłam sakiewkę z czynszem. Patrzyła na mnie z niedowierzaniem. -No proszę proszę... a więc dziękuję za punktualność. -Uśmiechnęła się i odeszła.
-Natsu... -powiedziałam.
-Tak? Czy coś się stało?
-Nie... po prostu nie chcę żebyś mnie we wszystkim wyręczał.
-A gdyby coś ci się stało? -odpowiedział przybliżając się do mnie.
-Ale się nie st... -nie dokończyłam. Zastygliśmy w pocałunku. Lekko się zaśmiałam.
-Idę się kąpać. Zrób mi herbaty.
-aha... ok.- przytaknął.Siedziałam w łazience dobre pół godziny. Nigdy nie czułam się lepiej, szczególnie teraz po tym wszystkim. Z tego przyjemnego transu otrząsnął mnie Natsu.
-Hej! Ile ty tam już siedzisz?
-Już, już -odpowiedziałam z zniechęceniem. Zawinęłam mokre włosy w ręcznik i ubrałam się w koszulę nocną. Przed łóżkiem, na stoliczku stała gorąca herbata, która jeszcze się nie zaparzyła. Nie mogłam nigdzie dostrzec Salamandra. -Natsu? -zapytałam ale nikt nie odpowiedział. -Chyba sobie poszedł...ale tak bez pożegnania? To do niego nie podobne... no trudno. -pomyślałam i zabrałam się za czytanie jakiejś książki. Wzięłam głęboki łyk herbaty. Była gorzka. Pewnie zapomniał ją posłodzić.... ahhh. Wymieszałam ostrożnie cukier w szklance. Wtedy wszedł Natsu. W ręce trzymał papierową torbę. -O już wyszłaś -powiedział uśmiechając się. -Gdzieś ty był i co tam masz?- spytałam wskazując na torebkę.
-O to... kupiłem trochę ciastek. - Otworzyłam szerzej oczy a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Uwielbiam cię wiesz? -odpowiedziałam rzucając się na niego.
-Aż tak lubisz słodycze? -powiedział Natsu wyjmując pięknie ozdobione ciasteczko z torby. Po chwili nie było już żadnego. Zjedliśmy wszystkie w tak krótkim czasie. Niewiele później położyliśmy się spać. Byłam zmęczona tym dniem. Natsu chyba jeszcze bardziej. Miałam wrażenie ,że ostatnio dzieje się za dużo na raz. Miałam ochotę na kilka dni wolnego od wszelkich obowiązków. Ale chyba niepotrzebnie się zamartwiałam. przecierz nikt mnie do niczego nie zmuszał. Jednak czułam ,że brnę w to dalej i dalej.
___________________________________
OHAYO! tak wiem .... PRZEPRASZAM! miałam wstawić tego posta dobry tydzień temu. Miałam małe (DUŻE) problemy z internetem ;-; Ale udało mi się go wstawić także... Delektujcie się 5 rozdziałem <3 Zachęcam do dalszego czytania <33 ~

niedziela, 6 lipca 2014

Przepraszam ;-;

OHAYO! Po pierwsze.. bardzo przepraszam ,że dawno nie pisałam. Jadę na wakacje więc musiałam się pakować, ogarniać itp... (OBOWIĄZKI T.T). Jutro obiecuję, że napiszę. Zostawcie dla mnie komentarze! Papatki ~

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 4 „lekki rumieniec na jej twarzy”


*
-Nie długo wrócimy do domu, prawda?
-Tak. Jeśli nic nie będzie się działo jutro pojedziemy do domu.- odparł różowo włosy całując ją w czoło. D        dziewczyna lekko się zarumieniła i zasnęła. –Dobranoc, Lucy. –szepnął i wyczerpany zasnął na krześle nie puszczając jej ręki.
*
Następnego ranka Lucy musiała przejść tylko kilka badań kontrolnych, które niczego nie wykazały jednak jej pobyt w szpitalu musiał przedłużyć się o jeden dzień. Po  2 wyczerpujących dniach mogli wracać do domu. Poszli do willi pana Parcks’a by zabrać swoje rzeczy.  Natsu pomógł Lucy się spakować.
-Na pewno wszystko ze sobą wzięłaś? –spytał.
-Chyba ak… Ah! Moje klucze! –przypomniała sobie po chwili.
-Tutaj są! –podleciał do niej uśmiechnięty Happy trzymający w łapkach saszetkę z kluczami.
-Arigato! Czyli możemy się zbierać. – po tych słowach chciała wziąć walizkę do ręki, gdy nagle zabrał ją  Natsu. –Przecież nie możesz się przemęczać. Dopiero co leżałaś w szpitalu. Ja się tym zajmę. –uśmiechnął się szeroko salamander. Dziewczyna odwzajemniła się tym samym.  Ich rozmowę przerwał pan Parcks, który właśnie wszedł.
-Już jedziecie? Jaka szkoda…  Jednak zapomnieliście przyjść po odbiór nagrody. Oto wasze 200.000 kryształów. –wyciągnął skórzaną sakiewkę z cennymi kamieniami.
-Jak to? 200.000 kryształów? Mieliśmy dostać o połowę mniej. –zdziwiła się dziewczyna.
-Bardzo przepraszam, że naraziłem was na takie niebezpieczeństwo. Chciałbym zrekompensować pani pobyt w szpitalu. Ze względu na stan pani Lucy do stacji odwiezie was moja karoca. Przynajmniej tyle mogę dla was zrobić. –uśmiechnął się lekko staruszek. Natsu przyjął sakiewkę po czym ukłonił się lekko.
 –Dziękujemy bardzo.  Dobry z pana człowiek. Do zobaczenia. Idziemy Lucy, Happy.
-H-hai! – przytaknęła blond-włosa i dostąpiła mu kroku.
-Aye sir! – wykrzyczał radośnie Exceed.
-Dowidzenia! Mam nadzieję , że jeszcze się zobaczymy, Fairy Tail. –uśmiechnął się staruszek po czym udał się z powrotem do swojego gabinetu. Na jego palcu widniał odzyskany pierścień. Popatrzył na niego i powtórzył tylko szeptem
 –Fairy… Tail. Ahh dobre z was dzieciaki.
Podróż mijała spokojnie. Natsu nie dokuczała choroba lokomocyjna dzięki tabletkom od Wendy.  Mógł spokojnie wpatrywać się w śpiącą na jego nogach dziewczynę. Była taka spokojna. Co jakiś czas gładził jej blond włosy ręką. Dotknął jej małej blizny na policzku zadanej przez Andersa. –Nie martw się. Wendy ci je wyleczy i będziesz promieniała jak zawsze swoim pięknym uśmiechem. –wyszeptał.
*
(Narracja : Lucy)
Gdzie ja jestem? Dlaczego jest tutaj tak ciemno… tak zimno? Co to za dziura… muszę znaleźć wyjście… ale gdzie go szukać? Jestem tu sama? Nie… nie mogę być sama… przecież mi obiecał… Obiecał ,że mnie nie zostawi! Natsu odezwij się! Gdzie jesteś? Czemu cię nie ma?! Boję się…
(Narracja: Natsu)
Podróż miała się przedłużyć o dobre półtorej godziny. Może to dobrze. Nie musiałbym budzić śpiącej dziewczyny.  Poczułem coś mokrego na udach. Lucy zalewała moje spodnie łzami. –Co się dzieje?- spytałem płaczącą Lucy. –Miałam okropny sen… byłam sama… zostawiłeś mnie mimo, że cię… wołałam!  –Mówiła przez płacz. –Przecież obiecałem ci, że cię nie zostawię. Choćby nie wiem co! – Uspokoiłem ją przytulając jej ciało do siebie. Po chwili szlochanie ustało. - Już wszystko dobrze?
-Tak… dziękuję.
-Niby za co? –spytałem ocierając jej łzy.
-Za to ,że jesteś. – wyszeptała wtulając się we mnie. Na jej ciele pojawiła się gęsia skórka.
 –Zimno ci? –Ta tylko przytaknęła wpatrując się w moje oczy. Owinąłem ją moim szalikiem mocniej ją przytulając. Lucy niespodziewanie pocałowała mnie w policzek. Ujrzałem lekki rumieniec na jej twarzy, który próbowała zakryć wtulając się w szalik. Po chwili znowu zasnęła uśmiechając się pod nosem.  I ja poczułem się senny. Nawet Happy zasnął. Postanowiłem się trochę zdrzemnąć do póki nie rozwiążą się problemy spowodowane opóźnieniem pociągu.
(Narracja 3 osobowa)
Lucy mimo wcześniejszego koszmaru mogła znowu spokojnie zasnąć. Był przy niej Natsu. Biło od niego takie ciepło… znowu czuła się bezpiecznie. Chciała jak najszybciej wrócić z nim do domu.
 _____________________________________________

Ohayo! Za nami już 4 rozdział mojej historii o NaLu. Wiem, wiem… KRÓTKI… ale o wiele dłuższy postaram się napisać 5 rozdział… tylko muszę znaleźć inspirację. Może coś wpadnie mi do głowy T.T Arigato jeszcze raz!!! ~

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 3 „Ja ciebie też”


Marzyłam tylko o długiej kąpieli. Mieliśmy pokoje obok siebie. Były pięknie urządzone.  Po zjedzeniu dostarczonej kolacji i wykąpaniu się zasnęłam. Było cicho i przyjemnie jednak czegoś brakowało.  Czegoś a może kogoś?
(narracja 3 osobowa)
Było dość późno.  Lucy miała kłaść się już spać, gdy nagle usłyszała jakiś hałas dobiegający zza drzwi. Intuicyjnie zabrała ze sobą saszetkę z kluczami. Uchyliła lekko drzwi. Rozejrzała się i uznała ,że jest bezpiecznie. –Może mi się zdawało? –szepnęła. Odwróciła głowę w stronę swojego pokoju. Gdy już miała wchodzić, ktoś od tyłu przyłożył do jej twarzy chusteczkę nasączoną środkiem nasennym. Zdążyła tylko pisnąć. Zapadła  w głęboki sen.
(Narracja: Natsu)
-ciekawe co porabia Lucy. –powiedział Happy.
-Hmm o tej porze zapewne już śpi. –uśmiechnąłem się do przyjaciela. Jednak coś mie niepokoiło. Usłyszałem otwierające się drzwi. Może ktoś z służby się krząta? Nie ważne…  Jednak nagle usłyszałem pisk. –Lucy! – wybiegłem na hol. Drzwi do jej pokoju były uchylone, a jej klucze leżały na podłodze. –Natsu, nie ma Lucy! –krzyknął Happy. –Nie ma czasu do stracenia. Idę po nią! Powiedz panu Parcks’owi ,że porwano Lucy.
-Aye! –odpowiedział mi smutny Happy. Zapłacą mi za porwanie Lucy. MOJEJ Lucy. Dlaczego pierwszy raz w życiu aż tak mi na kimś zależy? Wiem, że muszę ją znaleźć!
(Narracja 3 osobowa)
Lucy ocknęła się w jakiejś ciemnej komnacie. Było strasznie zimno. Miała związane ręce i zasłonięte oczy. –Gdzie ja jestem… szepnęła budząc się powoli. Usłyszała czyjeś kroki.  Nagle zdjęto jej przepaskę z oczu.
–Witaj Lucy Heartfilio. – odezwał się nieznany jej męski głos.  –Skąd wiesz jak się nazywam?!
-Jak miałbym nie wiedzieć. Jesteś córką jednego z najbogatszych biznesmenów w Fiore. Jak niby nie mam cię znać?
-Wypuść mnie! –krzyknęła próbując się rozwiązać z ciasnych węzłów.
-Nie wierć się tak, to na nic.- szyderczo się uśmiechnął.W każdej chwili możemy wziąć za ciebie okup i upiec dwie pieczenie na jednym ogniu jeszcze sprzedając ten pierścień.
-Kim ty w ogóle jesteś, co?
-Ja? Jeśli  zdradzę ci teraz nie będzie zabawy. Może by tak się trochę z tobą podroczyć? –w tej chwili wyjął długi bat. Lucy otworzyła szeroko oczy do których napłynęły łzy.
-Boisz się? Przecież będzie zabawnie. – szeroko się uśmiechnął i zaczął uderzać dziewczynę.
 –Przestań!- powiedziała zwijając się z bólu.
-Kto pozwolił ci się odzywać? Pozwolę tylko na wrzask. – Z jej ran lała się krew. Policzki miała mokre od łez, a ręce i stopy sine od zimna. W tym czasie podszedł do niej mężczyzna i wyszeptał do jej ucha:
-Nazywam się Anders. Trochę ze sobą pobędziemy więc zacznij się przyzwyczajać.
W tym czasie biegł do niej wściekły Natsu. 
–Czuję coraz bardziej jej zapach! Jest nie daleko! Lucy! Oby nic ci się nie stało. -Dziewczyna była tak obolała, że nie miała siły by się ruszać. Było jej tak słabo.  Nie mogła teraz zasnąć. Bała się.
*
Nagle usłyszała huk. Otworzyła szeroko oczy.  To był Salamander. Nigdy nie widziała go tak poważnego jak teraz. Widząc ledwie żywą Lucy bez zastanowienia ruszył z pięściami na Andersa.
-Co jej zrobiłeś?! –krzyknął Natsu.
-Trochę nam się nudziło więc postanowiliśmy się zabawić. –Odparł wyjmując miecz, z którego biło ciemne światło. – To koniec. Nie masz szans przeciwko mnie!  Po kilku ciosach zadanych przez Andersa Natsu upadł na Ziemię. –Już się zmęczyłeś? Ciekawe.
 –Nie przejmuję się takimi rzeczami jak zmęczenie gdy ktoś krzywdzi osobę którą kocham. –Na te słowa do oczu Lucy napłynęły łzy. Uśmiechnęła się mimo bólu.  Nie czuła już zimna. Wydawało jej się ,że czas stoi w miejscu. Powoli zamykały jej się oczy.  Po kilku ciosach Anders padł martwy na ziemię.
-LUCY! –krzyknął salamander. Delikatnie przepalił sznur, którym związane były jej ręce.  Przytulił ją do siebie. Z oczu spłynęła mu łza.
-Lucy! Wybacz mi, gdybym był wcześniej…
-Ja ciebie też.- Uśmiechnęła się dziewczyna gładząc  go po różowych włosach. Patrzył na jej czekoladowe oczy zalane łzami. Po chwili dziewczyna przyłożyła swoje usta do jego i utknęli w głębokim pocałunku. –Też cię kocham –powiedziała nie odrywając on niego wzroku. Wziął ją na ręce.  Chciała coś powiedzieć ale poczuła duży ból w okolicy brzucha. Nagle zemdlała w jego ramionach.
-Lucy! Obudź się! Nie możesz teraz zasnąć! Cholera! –pobiegł do najbliższego szpitala. Tam przeniesiono ją na oddział ratunkowy.
                                                                             *
–Pan Natsu? –zwrócił się do niego lekarz.
-Tak! Co z nią?!
-Musimy operować. Dostała dużo obrażeń wewnętrznych co doprowadziło do wylewu krwi w organizmie.
-Ale nic jej nie będzie?! –odparł zaniepokojony chłopak.
-Proszę być dobrej myśli. Magowie zazwyczaj są bardziej wytrzymali niż zwykli ludzie. Może się pan z nią zobaczyć.
-Dziękuję! –Pobiegł do sali, w której leżała. Chyba spała. Podszedł do niej.
-N-Natsu? –otworzyła lekko oczy.
-Już jestem przy tobie. Nic złego więcej ci się nie stanie! Obiecuję!- nagle wybuchnął płaczem.
-Już dobrze. Hej… przecież nic mi nie jest.
-Będą cię operować. –powiedział ocierając łzy.
-Ah tak…  wracaj do gildii. Powiedz im, że nic się nie stało, żeby się nie martwili.
-Jak nic się nie stało?! Jesteś w szpitalu! Poza tym nie zostawię cię! Obiecałem. – uśmiechnęła się tylko i zasnęła.
-Musimy szykować się do operacji. –powiedział lekarz ,który właśnie wszedł. –Niech się pan nie zamartwia. Będzie dobrze.
 Lucy zabrano na operację. Strasznie się martwił. Co jeśli coś pójdzie źle?
Czekał tak długo. Ile to może trwać?! Po kilku godzinach czekania wyszedł do niego lekarz. Natsu podniósł się.
-I jak? Czy wszystko dobrze?!
-Operacja przebiegła bez komplikacji. -Powiedział lekarz zdejmując rękawiczki z dłoni. Zauważył duże wory pod oczami u chłopaka. 
-Jest pan wyczerpany. Proszę iść do domu. Pani Lucy i tak jest pod wpływem narkozy.
-Nie mogę. Muszę tu być.
-Ahhh… w takim razie Pani Lucy leży w sali nr 72. Może pan się z nią spotkać. Po tych słowach Salamander bez zastanowienia wbiegł po schodach, które prowadziły do korytarza, w którym znajdował się pokój Lucy.
-Ohayo. –wyszeptała.
-To ty nie śpisz? – zapytał.
-No chyba nie… boli mnie brzuch… -zaczęła wskazywać na zszytą bliznę po operacji.
-Trochę pocierpieć musisz.- złapał ją za rękę i delikatnie zaciągnął się jej zapachem (HAH wymyśliłam nową używkę xD … dobra, dobra T.T nie psuję nastroju)
-Nie długo wrócimy do domu, prawda?
-Tak. Jeśli nic nie będzie się działo jutro pojedziemy do domu.- odparł różowo włosy całując ją w czoło.  Dziewczyna lekko się zarumieniła i zasnęła. –Dobranoc, Lucy. –szepnął i wyczerpany zasnął na krześle nie puszczając jej ręki.
_____________________________________________________________-
Ohayo! To już 3 rozdział! I znowu Wow!  Daję radę ;DD mam mnóstwo pomysłów na dalszy ciąg. Pamiętajcie o zostawieniu dla mnie komentarzy !!! Bardzo chciałabym się dowiedzieć co o mnie myślicie O.o . Z góry przepraszam z wszystkie błędy, powtórzenia itp… (było ich sporo… nie zasługuję na to 4 z polaka ;-;). Zachęcam do dalszej lektury!  Niedługo dodam nowy wpis. Arigato ~



Rozdział 2 „Bo co złego może mnie spotkać w towarzystwie Natsu?"


Rumieńce na jej twarzy powoli bledły więc różowo włosy przestał się martwić. Było już późno. Natsu zmęczony ułożył się wygodnie obok dziewczyny i szepnął jej do ucha ciche –Dobranoc, Lucy. –Po chwili i on zasnął.
*
Noc była spokojna. Co jakiś czas dało się usłyszeć delikatne podmuchy wiatru za oknem. Światło księżyca przebijało się do pokoju przez firanki. Wydawało się, że już każdy zapadł w błogi sen. Jednak jedna dziewczyna właśnie się obudziła. Przetarła lekko swoje zaspane oczy. Chciała wstać lecz nie mogła. Czuła jak coś ją trzyma w talii. –Czyżby… on? –pomyślała. Spojrzała za ramię i ujrzała wtulonego  w nią Natsu. Już miała się poderwać by skarcić chłopaka, gdy ten nagle ścisnął ja mocniej i delikatnie się uśmiechnął. Lucy uśmiechnęła się delikatnie i znowu położyła głowę na poduszce z nadzieją ,że uśnie ponownie. Czuła się… bezpiecznie? Sama nie potrafiła tego wyjaśnić. Było jej dobrze w towarzystwie Natsu. –Dobranoc –szepnęła i po chwili spali już oboje wtuleni w siebie.
*
(Narracja: Lucy)
Był ciepły ranek. Słońce wpadające przez okno chyba nigdy tak mocno nie grzało jak dzisiaj. Ptaki śpiewały głośniej niż zwykle, a niebo było niebieskie bardziej niż latem. Tak dobrze się mi spało.
-C-CO WY ROBICIE?- jednak z snu wybudził nas  Happy.
-Nie drzyj się tak… a poza tym co niby mamy robić?...-powiedział zaspany Natsu. Jednak po otworzeniu oczu zobaczył jak mnie obejmuje. Oboje zalaliśmy się rumieńcem.
-TO NIE TAK! Nie wyobrażaj sobie za wiele Happy.-Krzyknęłam.
-Oni się luuuuuubią- mrukną Exceed. –Dobra wstawajcie mi już gołąbeczki. Chyba nie zapomnieliście o misji?
-Oh no tak! Co ja założę… Hej zaraz… na czym ona w ogóle polega?- Spytałam.
-Trzeba złapać jakąś szajkę złodziei.  Nic szczególnego. – odpowiedział przeciągając się Natsu.
-Hmm daleko to?
-Jakieś 40 min pociągiem.- powiedział Happy. Na te słowa zobaczyłam u różowo włosego duży grymas.
-Spokojnie… mam tabletki od Wendy.  Powinno ci przejść na czas podróży.
-Arigato! (z jap. Dziękuję)-  szeroko się uśmiechnął. Weszłam szybko do łazienki ogarnąć się i ubrać. Za chwilę byłam gotowa do wyjścia. Wstąpiliśmy jeszcze tylko na chwilę do gildii by się ze wszystkimi pożegnać. Cana odkładała  trzecią wypitą już beczkę z winem, Mirajane sprzątała z blatu. Levy przeglądała jakieś stare książki, a obok niej siedział Gajeel.  Juvia jak zwykle nie dawała spokoju Gray’owi. Całemu zamieszaniu w gildii przyglądał się mistrz, który rozmawiał o czymś z Erzą. Uwielbiałam takie Fairy Tail. Pełne życia i wesołe. Jednak miałam złe obawy. Ale nie przejmowałam się nimi bo co złego może mnie spotkać w towarzystwie Natsu?  Moje rozmyślania przerwało głośne:
-Do zobaczenia ludzie! Idę z Lucy na misję! Za jakieś 2 dni powinniśmy wrócić.
-Tylko macie być w 1 kawałku.- Powiedziała Erza podchodząc do mnie.
-Jasne- uśmiechnęłam się i wyszliśmy z gildii jeszcze raz się żegnając. Podróż pociągiem Natsu przeżył bez problemów. Biegał po pociągu zachwycony z tego, że zaraz nie będzie musiał się doczołgiwać do wyjścia znużony podróżą.  Wyciągnęłam ulubioną książkę, a Happy jadł rybę, którą wcześniej mu zapakowałam. Gdy dojechaliśmy na miejsce była ok. godzina 17:00. Ustaliśmy przed durzą willą.
-To tutaj!- powiedział Salamander i zapukał do drzwi. Otworzyła mu niska starsza pani, która włosy miała spięte w schludny kok. –Dzień dobry nazywam się Lucy, a to jest Natsu. Przyjechaliśmy w sprawie zgłoszenia.
-Ahh tak! Zapraszam do środka! –weszliśmy do dużego holu. Na ścianach widniały ogromne obrazy oprawione w złote ramy. Szliśmy po aksamitnym czerwonym dywanie. Przypomniało mi to mój stary dom… ale nie chciałabym znowu żyć w luksusie. Było mi dobrze tu gdzie jestem. W końcu doszliśmy do dużego gabinetu równie bogato urządzonego co reszta posiadłości. Za dębowym biurkiem siedział starszy pan ubrany w brązowy garnitur.
-Proszę usiądcie. – wskazał nam dwa krzesła znajdujące się przed nim. –Nazywam się Edmund Parcks i jestem biznesmenem.  Ostatnio ukradziono mi bardzo cenną rzecz, a mianowicie pierścień przekazywany z pokolenia na pokolenie w naszym rodzie. Jest dla nas bardzo ważny.-odparł z poważną miną. Chciałbym abyście zdobyli mój pierścień i złapali tych złodziei.
-Niech się pan nie martwi! Zajmiemy się tym! – odparł zadowolony Natsu. Parks jakby nabrał nadziei. W sumie Salamander zawsze umie pozytywnie nakręcić.
- No dobrze… pokojówka zaprowadzi was do pokoi. Kolację dostarczymy wam o 19:00.
-Dziękujemy. –odparłam i wraz z Natsu i udaliśmy się do naszych sypialni. Marzyłam tylko o długiej kąpieli. Mieliśmy pokoje obok siebie. Były pięknie urządzone.  Po zjedzeniu dostarczonej kolacji i wykąpaniu się zasnęłam. Było cicho i przyjemnie jednak czegoś brakowało.  Czegoś a może kogoś?

Ohayo! Witam was ponownie ^.^  To już 2 rozdział ( wow) idziemy jak burza!!! Mam nadzieję, że się wam podobał. Zachęcam do dalszego czytania! Piszcie w komentarzach co myślicie! Arigato jeszcze raz ;D